Księga Gości

Links:
***
gothic
tn
wstała lewą nogą
lonelines
kfaczka
slim90


Past:
2005
maj
kwiecień
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad

wszelkie prawa zastrzeżone. To moje opowiadanie i zabraniam komukolwiek podpisywać się pod nim. To ja to piszę. Zakaz kopiowania czegokolwiek z tej strony. Dziękuję.


....
tak tylko tu wpadam...
niedlugo ukaże się następna część.
Powiem tylko, że nie do końca wygląda to tak jak miałam w planie na samym początku. Wiele się zmieniło, wiele zdarzen potoczyło swoim własnym torem...
pozdrawiam Was, o Nieliczni, którym się chce to czytać :P

2005-05-01 18:53:29 skomentuj (11)
31.
Nie czekając chwili dłużej weszłam do łóżka. Nie dało się ukryć - miałam kaca. Mogłam tylko leżeć i myśleć, wszystko inne przyprawiało mnie o ogromny ból głowy.
Więc całowałam się z Arienem... hm, dziwna perspektywa. Ja, zwykła, wcześnie zmarła śmiertelna dziewczyna i urzekający swoją perfekcją anioł... zgadzałam się z Agą, każdy anioł kocha swojego człowieka. Ale żeby tak? Ale... przecież ja nie wiem czy on mnie kocha w ten sposób. Pocałował mnie tylko, to nic nie znaczy. Może również był pod wpływem alkoholu... ale przecież tylko ludzie popełniają błędy, anioły są zawsze słuszne w swoich czynach... nie kłamią, nie oszukują, nie rzucają słów na wiatr... są odpowiedzialne. Są nieskończenie ufne, prawdomówne i dobre. Nie wiedzą co to grzech.... coś przecież musi je wyróżniać od śmiertelnych....
Przewróciłam się na drugi bok.
Ale nawet jeżeli... jeżeli tak jest to... to chyba niedozwolone, TAKI związek. Anioł i podopieczna... już słyszałam w swej głowie głosy pani Natalii "to nie ma sensu, tak być nie może! Anioły nie są stworzone do takiej miłości!", dziadków.... "kochanie, lepiej przemyśl to wszystko na spokojnie". Miały rację. Ale co w takim razie zrobić z uczuciem? Schować? Gdzie w takim razie?
Pierwszy raz poczułam to.... właściwie nie pamiętam kiedy. Może to przez to wczorajsze wino... aaach, nawet gdy leżałam było mi niedobrze. Tak naprawdę to dopiero niedawno... Bartek nie był mi już potrzebny, z Arienem spędzałam coraz więcej czasu... i wczoraj... gdy zobaczyłam go w objęciach tej laski Marylin, myślałam, że umrę powtórnie. Bolało. I było to dziwne, bo przecież w Niebie nie powinno być cierpienia. Ale czy cierpiałam długo? Niee, zaledwie parę minut później humor znacznie mi się poprawił... więc czasami ból jest potrzebny.... taa.
I jeszcze te wieczorne, zimowe spacery... te wszystkie dni, kiedy nie widziałam Ariena... to wszystko sprawiło....
potrafię to powiedzieć. Kocham go.
Kocham. To nie to samo co z Bartkiem... heh, Bartek... kim on dla mnie teraz jest? Bo przecież nic do niego nie czuję, stał się dla mnie obojętny. A Arien.... - uśmiechnęłam się - to już zupełnie inna sprawa.
Po raz pierwszy miałam pewność, że moje uczucie jest w ten czy inny sposób odwzajemnione.
2005-04-08 08:52:32 skomentuj (3)
30.




- jak to, zakochałaś się? - spytała Agnieszka tonem pełnym niezrozumienia.
Był niedzielny poranek. Zimowe, nieśmiałe promienie słońca wpadały przez uchylone drzwi od mojego mieszkania. Powietrze w domku było świeże i lekkie, jak pierwsze powiewy wiosny. Absurdalne, bo był przecież koniec grudnia. Nie dane mi było wyspać się po wczorajszej imprezie - Agnieszka, nie mogąc doczekać się wieści na temat mojego wczorajszego wyznania obudziła mnie już o ósmej. Cóż więc miałam zrobić - nie mogłam jej przecież wygonić. Siedziałyśmy na łóżku popijając gorącą czekoladę, ja jeszcze w piżamie, Aga już ubrana, całkiem rozbudzona i niesamowicie zaciekawiona, dopytywała się mnie o to najważniejsze. Ja jednak, nie byłam do końca pewna, czy to co wczoraj zdarzyło się przed moimi drzwiami nie było czasem snem, lub halucynacją wywołaną piciem. Nie chciałam i nie lubiłam mówić o rzeczach niesprawdzonych, bo bałam się, że nie są realne. Tymczasem dociekliwa dziewczyna wciąż zasypywała mnie pytaniami.
- no.... właściwie to.... - zaczynałam raz po raz, ale Aga nie dawała mi skończyć.
- jesteś pewna tego co czujesz? No i powiedz mi wreszcie w kim!!!
Westchnęłam.
- powiem ci to wszystko od początku, tylko daj mi skończyć.
- ok. - zgodziła się Agnieszka. - mów.
- no więc.... tak wiem, nie zaczyna się zdania od "no więc" - przyznałam, zauważywszy zirytowany wzrok przyjaciółki. - była wczoraj imprezka bożonarodzeniowa, mówię ci, normalnie, pełen wypas. Halę mieli większą chyba 20 razy od Galerii Łódzkiej, super muzę, oświetlenie... nooo, towarzycho... w miarę. - powiedziałam, przypominając sobie nie tyle o Marylin, co o jej plotkujących kumpelach. - jak zapewne widać po moim stanie lekko się spiłam... i nie wiem do końca czy to zdarzyło się naprawdę ale... - zrobiłam przerwę by jeszcze bardziej podwyższyć zaciekawienie Agnieszki. Roześmiałam się z wyrazu jej twarzy. Nie mogłam śmiać się dłużej niż kilka sekund, bo głowa bolała mnie koszmarnie.
- no mów!!! - niecierpliwiła się Aga.
- hehehe, sora, ale gdybyś siebie widziała...
- dobra, już nieważne. No..?
Kontynuowałam swój monolog.
- ... po zabawie Arien odprowadził mnie do domu i.... no... chyba się pocałowaliśmy.
Agnieszka zamarła, po czym wstała z łóżka i zaczęła skakać na środku pokoju.
- jest!!! Jest!!! Jest!!!! Wiedziałam, wiedziałam!!!!! - krzyczała.
- dobra już, uspokój się... ja nie wiem czy to mi się nie śniło, albo coś. - zakończyłam zawstydzona.
- dziecko, co tym mówisz, nie wydawało ci się i jest bosko!!!! Łuuuu!!!! - darła się Aga, tym razem skacząc dookoła własnej osi.
Podeszłam do niej i objęłam ją w pasie.
- uspokój się - syknęłam. - przecież jest niedziela rano, w dodatku Święta. Wszystkich obudzisz.
- aaach, wybacz. - szepnęła już całkiem spokojnie dziewczyna i razem usiadłyśmy na łóżku.
- ej, ale jak to się pocałowaliście? Buzi buzi, w policzek czy...
- nooo wydaje mi się, że... to było coś głębszego.
Na twarzy przyjaciółki dostrzegłam triumfalny uśmiech.
- no ale jak??
- no co jak. Po prostu, ja już chciałam iść, on mnie zatrzymał i no... włożył mi język do buzi.
Agnieszka roześmiała się.
- nieee, spoko...
- ej, ale nie mów nikomu, no nie? Przecież jak to się rozniesie... jeżeli to prawda w ogóle to... ja nie wiem co oni mogą zrobić Arienowi za to że... że... jest no... taki wobec dziewczyn.
- daj spokój, przecież każdy anioł kocha swojego człowieka.
- no ale... nie tak chyba...
- ale w czym problem?? Wy chyba nie będziecie tego robić?
Zaczerwieniłam się.
- nie. - powiedziałam zdecydowanie.
- no widzisz.
- ale problem w tym że.... czy to nie jest grzech, że on chodzi z Leną, tańczy z Marylin, a później całuje mnie...
- nie chodzi z Leną. Pytałam się jej, już dawno zerwali, jakiś miesiąc temu.
- serio? - zdziwiłam się. - I nie powiedział mi...
- a, wiesz. Pewnie zapomniał - machnęła ręką Aga. - A taniec przecież nic nie znaczy. Ja Ci tam mówię - wstała, szykując się do wyjścia - i mówiłam Ci to od początku. Wy ze sobą będziecie, i co?? I wszystko do tego zmierza.
Ja również wstałam i odprowadziłam ją do drzwi.
- nie wiem czy możliwy jest związek anioła z podopieczną.
- wiesz - powiedziała Agnieszka, już zza drzwi. - tutaj wszystko jest możliwe.
2005-02-25 18:42:17 skomentuj (2)
29.

W przeciwieństwie do poprzedniego razu, teraz całą drogę przegadaliśmy. Cóż się dziwić, po wypiciu takiej ilości wina zrobiłam się bardzo rozmowna.
- i jak Ci się podoba Marylin? - spytał mnie Arien.
- ha. To raczej ja powinnam spytać się o to ciebie - powiedziałam, uśmiechając się ironicznie.
- o co ci chodzi??
- no, powiedz, jak ci się z nią tańczyło??? - spytałam. Staliśmy już pod moimi drzwiami, było cicho i ciemno. Za wszelką cenę starałam się unikać wzroku anioła, by nie dojrzał w nich łez, które lada moment mogły wypłynąć. Gdy byłam podcięta, miewałam niesamowite huśtawki nastroju. Rozglądałam się dokoła, patrząc na leżacy na ulicy śnieg i pokryte nim domy. Jednak oczy Ariena wpatrywały się we mnie z dziwnym wyrazem twarzy, ni to zdziwieniem ni zdezorientowaniem.
- no??? - spytałam ponownie, a grymas wykrzywił moją twarz.
- o jeju, no normalnie. Lepiej idź się połóż.
- masz rację, położę się. - powiedziałam i odwróciłam się w stronę drzwi. Nagle, poczułam dotyk dłoni na ramieniu.
- albo nie, poczekaj - powiedział Arien, poważnym głosem. Zbliżył się do mnie o krok, a ja ponownie się do niego odwróciłam. Staliśmy już bardzo blisko siebie i dopiero teraz widać było, że nie jesteśmy tego samego wzrostu - anioł mierzył kilka centymetrów więcej ode mnie. Oddychałam niespokojnie, spoglądając jednocześnie w niebieskie oczy chłopca a po mojej głowie krążyło pytanie "o co mu chodzi?" Po chwili wszystko się wyjaśniło.
Arien chwycił w dłonie mą twarz i nagle, bez zastanowienia pocałował mnie. Niedowierzając własnym zmysłom, odwzajemniłam pocałunek. Trwało to chwilkę, może dwie, ale to zdarzenie zapamiętałam już na zawsze.

***

Weszłam do domu i rzuciłam się na łóżko. Nadal pod wpływem alkoholu, myślałam nad uciekającym wieczorem.
O ludzie. Całowałam się z Arienem.
- Agnieszka... - powiedziałam cicho i odczekałam chwilę aż Aga zauważy napis na oknie. Ja spojrzałam na swoje.
- tak?
- chyba się zakochałam.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
;) Wyjaśni się wszystko...
2005-02-18 23:00:36 skomentuj (4)
28.
Kiedy podeszła do mnie Marylin, byłam już nieźle wstawiona. Z oczu leciały mi łzy, zmieszane z tuszem do rzęs. Teraz to wszystko już na nic. Bez sensu. Gdybym jeszcze mogła się zabić, to bym to zrobiła. Ale niestety, jedyne co mogłam zrobić to wyjść z imprezy. Ja jednak nie zamierzałam pokazac komukolwiek że jestem taka słaba.
- nie pij już. - powiedziała, siadając koło mnie i wyrywając mi butelkę z dłoni. Nadal łkałam. - co się stało? - zapytała przyjaźnie. Ona naprawdę nie była taka zła.
- nieważne... - odburknęłam, próbując dostać się do butelki postawionej na stoliku. - wszystko jest nieważne.
Marylin objęła mnie.
- wiem o co ci chodzi. - powiedziała, głaskając mnie po głowie.
- nie wiesz - powiedziałam cicho, wtulona w przyjemny, anielski zapach.
- uwierz mi że wiem.
- to co, Monika, zbieramy się? - powiedział dziarsko Arien podchodząc do nas. Widziałam, jak anielica spojrzała się na aniola. Wszystko widziałam. Nie byłam aż tak upita.
Arien posmutniał.
- czy to się nazywa kac?? - szepnął do Mary, na co roześmiałam się. Tak, już wszystko wiedziałam.
- dobra, idziemy - powiedziałam, uśmiechając się przez łzy. - dzięki Mary - pożegnałam się z nią całując w policzek.
- napewno jesteś w stanie iść? - zmartwił się anioł.



2005-02-08 15:57:42 skomentuj (2)
27.
Gdy wpadłam do sali, leciała jakaś wolna piosenka. Nie miałam z kim tańczyć, więc usadowiłam się na kanapie.
- która godzina? - zapytałam kogoś siedzącego obok mnie. Nawet nie wiedziałam kto to jest.
- wpół do jedenastej.
- oka.
"jeszcze wcześnie" - pomyślałam. Rozejrzałam się po sali. Z głośników płynęła łagodna melodia.
- co to za piosenka? - zapytałam raz jeszcze. Nadal nie chciało mi się sprawdzać z kim rozmawiam.
- bardzo stara - odpowiedział głos. - Sinead O'connor, Nothing Compares To You.
- ładna.
- no.
Westchnęłam. Na Ziemi nie było takich imprezek. Nawet jeśli by były, to i tak rodzice nie puściliby mnie na nie. A tutaj byłam wolna, wolna, mogłam robić co chcę, bo Arien był w końcu taki wyrozumiały. Zachichotałam. Ciekawe co powiedzieliby rodzice gdyby zobaczyli mnie w takim stanie...
- z czego się śmiejesz?
- z tego że jestem upita - odpowiedziałam nadal chichocząc.
- nie, no spoko. A w ogóle to jak się nazywasz?
Odwróciłam głowę. Obok mnie siedział bardzo ładny chłopak. W świetle dyskoteki nie mogłam sprawdzić koloru jego oczu, ale napewno miał niebieskie.
- Monika - podałam mu dłoń, a on cmoknął ją. Spodobało mi się to. - a ty?
-Mariusz
- jesteś aniołem?
Chłopak zaśmiał się.
- nieee, no co ty. A ty?
Teraz to ja się roześmiałam. Dalej wpatrując się wgłąb sali odpowiedziałam:
- Pytasz mnie o rzeczy niemożliwe. Przecież każda anielica jest niebieskooką blondynką... a moja czerń jest naturalna. Anielice są piękne. A ja jak widzisz...
- ach przestań, ty też jesteś piękna. - powiedział kładąc rękę na moim udzie. Nie protestowałam. Było mi już wszystko jedno, jesteśmy w Niebie, nie zgwałci mnie przecież. A ja nadal wpatrywałam się martwo w tańczące pary. Milczałam.
- jesteś taka.... unikalna... - szeptał, pochylając się nade mną coraz bardziej. Z ust jechało mu winem. - jesteś... jesteś...
W tym momencie opamiętałam się. Nareszcie zrozumiałam moje uczucia, zrozumiałam wszystko co dotąd stanowiło dla mnie zagadkę. Odepchnęłam natarczywego chłopaka.
- przestań! - krzyknęłam i zmieniłam kanapę. Stamtąd jeszcze lepiej widać było coś, co pomogło mi zrozumieć parę rzeczy.


2005-01-20 16:34:11 skomentuj (3)
26.
Pierwszy oddech świeżego powietrza przyjęłam jako ulgę. Kilka godzin spędzonych w jednym pomieszczeniu wraz z setkami istot to zdecydowanie za dużo, zwłasza dla niezbyt trzeźwego organizmu. Nie przejęłam się zbytnio moim stanem i wypiłam wino do dna. Kieliszek odrzuciłam gdzieś na bok - właściwie to mnie już nie interesowało.
Zrobiłam krok do przodu i zachwiałam się lekko. "no pięknie" - pomyślałam. "spiłam się". Nie wiem czemu, ta myśl wydała mi się tak zabawna, że zaczęłam się śmiać. Dosłownie, dostałam ataku śmiechu, nie wiedząc co prawda z czego się śmieję. Zachwiałam się i upadłam na ziemię, a to wywołało jeszcze większą salwę śmiechu. W końcu, zmęczona położyłam się na plecach i patrzyłam w gwiazdy. Zadziwiające, pomyślałam, nawet kiedy jestem w Niebie widzę gwiazdy... leżałam tak dobre pół godziny, aż w końcu postanowiłam wstać. Udało mi się. Powoli, ale jednak, posuwałam się do przodu i po chwili uświadomiłam sobie, że widzę grupkę mężczyzn koło 40, wszystkich ubranych w granitury. Każdy albo palił papierosa, albo popijał wino, a wyglądali przy tym tak poważnie, że zaczęłam się ich bać. Nagle, wydawało mi się, że usłyszałam moje imię. Może było to tylko przesłyszenie, ale musiałam to sprawdzić... co oni ode mnie chcą?? Przecież nie robię nic złego, jestem sobie, spaceruję... a do Ariena też nie mogą się doczepić. Nie, musiałam to sprawdzić.
Szybkim krokiem podeszłam do zbiorowiska. Już z daleka słyszałam strzępki rozmów.
- ... z kolei na ulicy Marysińskiej....
- ... taak, trzeba coś z tym zrobić. Dobrze że chociaż....
- siema ziomy, o czym gadacie? - zagadnęłam przyjaźnie. Naprawdę chciałam zrobić jak najlepsze wrażenie. Owinęłam się wokół szyi jednego z kolesi w garniturkach a z ręki wyjęłam mu kieliszek i pociągnęłam spory łyk. - chyba nie o mnie, co?
Nie wiedzieć czemu, faceci przestali gadać, patrząc się na mnie wybałuszonymi oczami.
- no co się tak gapicie jak byście ducha zobaczyli?? - spytałam, a po chwili zorientowałam się co mówię i, jak łatwo można przewidzieć, zaczęłam się śmiać. Sztywni goście najwyraźniej mnie nie zrozumieli. Nadal stali jak wryci.
- heheheheh... no dobra, sora. A, zapomniałam się przedstawić. Monika jestem - wyciągnęłam dłoń, lecz jakoś żaden z nich nie chciał jej uścisnąć. Teraz już zaczęłam się denerwować.
- eeee... no. - uśmiechnęłam się czekając na ich słowa. Ale oni nadal milczeli. W końcu jeden z nich odpowiedział na mój uśmiech.
- hmm, a więc jesteś Monika, tak? Witaj w takim razie, bardzo nam przyjemnie.
- mi również - powiedziałam dumna, starając się nie chwiać. - o czym rozmawiacie?
- ach, dyskutujemy o sprawach związanych z gospodarką polskiego Nieba, sama rozumiesz, to typowe dla facetów - na krótką chwilę roześmiał się. - tak. I może znowu mi się wydawało, ale ten najbardziej rozmowny z nich, dziwnie spojrzał się na pozostałych. - powiedz mi dziecko, gdzie mieszkasz?
- niestety, nie podaję takich informacji nieznajomym. - powiedzialam poważnie.
Mężczyzna ponownie sie roześmiał.
- ależ dlaczego, czyżbyś bała się, że ktoś cię okradnie?? Tutaj, w Niebie?
- nie, ale ja się zawsze słucham rodziców. Nie powiem.
- ale przecież tutaj nie ma Twoich rodziców... prawda? Kto jest Twoim opiekunem??
- Arien - odparłam dumnie.
- ach Arien!!!! - zadowolił się mężczyzna.
- znacie Ariena? - zdziwiłam się.
- tak, to nasz hmm... dobry kumpel.
Sztywni faceci podobali mi się coraz mniej.
- no dobra, ja spadam na imprezkę - pożegnałam się, siląc na jak najszerszy uśmiech. Podeszłam do każdego z mężczyzn i pocałowałam w policzek. Niech wspominają mnie dobrze, skoro znają Ariena. Nie mogę mu zrobić świństwa, będąc bezczelna wobec jego kolegów, o nie.
Powolnym krokiem poszłam dalej przed siebie. Zza pleców słyszałam szepty. "acha, zrobiłam na nich dobre wrażenie" - uśmiechnęłam sie zadowolona. Po chwili przypomniałam sobie, że przecież wejście jest w tamtą stronę. Odwróciłam się i napotkałam wzrok mężczyzn. Uśmiechnęłam się.
- kierunki mi się pomyliły.
2005-01-17 16:31:32 skomentuj (2)
25.
Po kilku godzinach roztańczonej zabawy przyszedł czas na odpoczynek. DJ puszczał smętne kawałki a paru aniołów tańczyło ze swoimi podopiecznymi. Na imprezie byli nie tylko młodzi - znalazłam również aniola wyglądającego na 60, opiekującego się wcześnie zmarłą piecioletnią dziewczynką. Zabawnie wyglądali w tańcu.
Siedziałam na jednej z pobocznych kanap i odpoczywałam. Na twarzy malowało mi się zmęczenie, ale również i zadowolenie. Od trzygodzinnego nieustannego tańczenia bolały mnie nie tylko łydki, ale i całe ciało. Nie myślałam o tym, że najprawdopodobniej cała śmierdzę, a od potu zmył mi się makijaż. Wygląd przy tak dobrej zabawie nie miał nic do rzeczy.
Po paru momentach wylegiwania się, zauważyłam, że obok mnie siedzi znana mi już dobrze Marylin wraz z jej koleżankami. Plotkowały i śmiały się, zupełnie jak ludzkie nastolatki. Patrzyłam na nie ale nie wiedziałam co myśleć. Nie miałam ochoty na myślenie. Leniwie zamknęłam oczy i oddałam się rozluźnieniu. Wolna piosenka dzialała na mnie kojąco, więc nie minęła chwila a zasnęłam. Obudziło mnie czyjeś pukanie palcem w moje ramię.
-eeej. Obudź się. - dobiegł mnie z daleka ten sam, arogancki głos. Momentalnie otworzyłam oczy. Obok mnie nadal siedziała Marylin, tym razem bez dziewczyn. - zaraz znowu przyspieszymy rytm. Chcesz się napić? - wyciągnęła do mnie dłoń z kieliszkiem, oplecionym jej długimi palcami, zakończonymi w paznokcie z francuskim manikurem. Wzięłam kieliszek i zamoczyłam usta w białym winie.
- mmm - zamruczałam, przymykając oczy. - wyśmienite.
- tylko się nie upij - upomniała mnie anielica.
- spokojnie - powiedziałam, wziąwszy następny łyk. - panuję nad sobą.
"w sumie" - myślałam - "to ona nie jest taka zła. Chyba oceniłam ją zbyt pochopnie. Taak... Arien miał rację, nie można nikogo oceniać po pozorach".
- kto jest twoim podopiecznym? - zapytałam od niechcenia.
- widzisz tamtą dziewczynę? - zapytała, wskazując palcem na niską brunetkę przy kości. - to Arletta. To nią się opiekuję. No dobra, koniec tego dobrego - skończyła i wstała z kanapy. Pociągnęła mnie za rękę, chcąc by wstała również. - Podnoś tyłek i tańcz.
Ziewnęłam. Marylin ciągnęła mnie nadal, lecz nie nawet nie drgnęłam.
- niee... - powiedziałam sennie. - posiedzę sobie jeszcze.
- Twoja sprawa - Mary puściła mą dłoń i odeszła wgłąb sali.
Wino było pyszne. Nawet się nie spostrzegłam, gdy zaczęło kręcić mi się w głowie. Postanowiłam się przewietrzyć. W drodze do wyścia spotkałam Ariena. Najwyraźniej dobrze się bawił, na mój widok jednak mina mu trochę zrzedła.
- gdzie idziesz? - spytał.
- idę się.... - nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa, błądziłam nieprzytomnym wzrokiem po pomieszczeniu. Anioł wpatrywał się we mnie z lekkim przerażeniem, z nadzieją, że to co widzi jest tylko snem.
- eee... przejść. Duszno tu. - powiedziałam wreszcie i nie patrząc na załamaną miną aniola otoczonego gronem wielbicieli najspokojniej w świecie wyszłam, nadal trzymając w ręku kieliszek.

2005-01-12 17:20:30 skomentuj (2)
24.
Świeżo napisane :)
Było już wpół do szóstej. Stalam przed lustrem i starałam się obiektywnie ocenić mój wygląd, ale coś nie dawało mi spokoju.... tym czymś, był obraz świąt w mojej rodzinie.
Od samego rana wiedziałam, że tam będzie najsmutniej. Widziałam szklane oczy rodziców i wyraz twarzy Kasi. Nie wiem, czy tak powinny wyglądać Święta.... zastanawiałam się, czy napewno dobrze zrobiłam zabijając się. Odpowiedź była oczywista, ale wtedy miałam tak okropne wyrzuty sumienia, że właściwie przez moment pomyślałam o błaganie Boga bym wróciła, jednak szybko zrezygnowałam z tego pomysłu. Przecież tak się nie da, ile już tu jestem, rok? Jeszcze nie cały, ale zdążyłam już tyle zobaczyć... zapoznałam tylu aniołów i ludzi a niebo stało się dla mnie domem. Nie dałoby się tego wszystkiego zapomnieć, chyba że poprzez reinkarnację.
No nic, pomyślałam, żyje się dalej. Z lustra patrzyła na mnie dość ładna, szesnastoletnia dziewczyna o bladej cerze i czarnych włosach. Usta miała pomalowane jasnoróżową szminką, a powieki spowijał szarawy cień. Efektowny makijaż podkreślał jedynie jej urodę, a krępująca ruchy mini sukienka skutecznie uwydatniała spory biust.
- To ty Moniko - powiedziałam do siebie. Nie wiem czemu, nie podobałam się sobie. Nie czułam się prawdziwa w tym wydaniu, wobec czego nie pozostawało mi nic innego, jak tylko błyskawicznie przebrać się i umalować. Na szczęście zdążyłam w samą porę, bo Arien przyszedł akurat gdy robiłam ostateczne poprawki.
- heeej - powiedziałam, wychodząc z domu. Arien był chyba nieco oszołomiony moim niecodziennym wyglądem, ale cóż miał zrobić? Był to w końcu specjalny dzień, a ja musiałam zrobić wrażenie na całym jego towarzystwie. - to gdzie jest ta impra?
- w hali sportowej - powiedział, starając się ukryć rumieńce, masując się po policzkach. - Bardzo ładnie wyglądasz.
Teraz to ja się zaczerwieniłam.
- dziękuję - powiedziałam z uśmiechem. Nie zachowywałam się normalnie, ponieważ bardzo zależało mi na tym, by Arien nie wstydził się mnie przy innych... niestety, on to zauważył, bo roześmiał się.
- co cię tak śmieszy? - zapytałam, siląc się na powagę.
- Twoje dzisiejsze zachowanie... co ty chcesz z siebie zrobić? Panienkę lekkich obyczajów?
- słucham???!!!!
- proszę Cię, wiem że Ci zależy... chociaż w sumie nie wiem na czym, ale daj sobie spokój. Wyjdę na głupka, jeśli okaże się, że jesteś inna niż im wszystkim opowiadałem.
Opowiadał im o mnie? Oooch, tego już nie zniosę... w takim razie opowiedział o tym jak się kiedyś przypadkowo poplułam, jak będąc na mieście pomyliłam kogoś z panią Natalią, opowiedział o moich odchyłach... zachował się jak gówniarz.
Posmutniałam. Całą drogę szliśmy w milczeniu, co bylo dosyć krępujące, ale co miałam zrobić?? Z drugiej strony, nie mogliśmy pojawić się obrażeni na siebie, bo kto wie, może wyleją Ariena za niedogadywanie się z podopieczną?
- no, jesteśmy na miejscu - powiedział, gdy doszliśmy do ogromnego budynku. Słychać było głośną muzykę, a przed halą stała gromadka dziewczyn. Jedna z nich machała do mojego anioła.
- heeej, Arien, tutaj!!!! - krzyczała swoim słodziutkim głosem. - tutaj!!!!
- a, to właśnie jest Marylin - powiedział i odmachał do laski. - Marylin!!!-Krzyczał. - chodź tu!!!
Dziewczyna pożegnała się ze swoimi przyjaciółeczkami i krokiem kobiety sukcesu podeszła do nas.
- czeeeść Arienku - powiedziała, gdy stała juz na tyle blisko bym mogła jej się przyjrzeć. Jak każda anielica miała długie jasne włosy i przezroczyste niebieskie oczy. Marylin nie wyglądała jednak na uosobienie dobra. Jej pomalowane ciemną czerwienią usta rozciągały się w szyderczym uśmiechu, który zdawał się mówić "patrzcie i podziwiajcie - zostałam stworzona po to by być kobietą". Tak, makijaż miała zdecydowanie za mocny. Jej długie zgrabne nogi okalane były w czarnych kabaretkach... nie widać było, gdzie kończy się jej spódniczka, ukryta pod czarnym płaszczem. Zaiste, miałam przed sobą anioła, dla mnie przypominającego jednak anioła seksu. - a to napewno jest Twój człowiek, Monika? - mówiła tonem pełnym arogancji i wyższości.
- tak, to właśnie Monika. - przedstawił mnie Arien a ja uśmiechnęłam się, modląc się w duchu by nie wyjść przed nią na idiotkę.
- musicie jeszcze trochę poczekać - powiedziała, odgarniając swoje błyszczące włosy do tyłu. - wpuszczają dopiero od szóstej.
- spokojnie, to tylko 5 minut. - Arien oderwał wzrok od szerokiego dekoltu anielicy i spojrzał na wysoki budynek. - myślisz że wszyscy się tu zmieścimy?
- och, napewno - uśmiechnęła się Mary. - w razie czego przeniesiemy imprezę na dwór.

***

- Arien, czy ona napewno jest aniołem? - zapytałam, gdy byliśmy już w środku. Sala w rzeczy samej była ogromna, więc bez trudu zmieściły się tam setki aniołów i ludzi. Nad oknami zawieszono złote łańcuchy, a w rogach pomieszczenia znajdowały się gałązki jemioły. Z sufitu zwieszały się dwie długie kule dyskotekowe. Pod ścianami, zamiast znanych mi szkolnych ławek, poustawiano duże i wygodne sofy, pomiędzy którymi stały stoliczki z szampanem i kieliszkami. Moją uwagę od razu przykuła ogromna, zielona choinka, z mnóstwem czerwonych lampek, bombek i złotych łańcuchów. Tuż obok niej, znajdował się sprzęt, za którym siedział koleś z kozią bródką. Byłam zachwycona ogólnym stanem hali.
- oczywiście, że jest, czemu pytasz?? - powiedział Arien, trzymając mnie za rękę i ciągnąc mnie ze sobą na środek parkietu, na którym tańczyło już kilka osób. Muzyka była bardzo głośna, tak, że ledwo co można było usłyszeć, ale mi to nie przeszkadzało - akurat leciał mój ulubiony kawałek.
- bo nie wygląda na anioła!!!! - krzyknęłam, gdy byliśmy już na środku parkietu. Zaczęliśmy tańczyć.
- jak to nie wygląda???!!!!! Przecież jest niebieskooką blondynką!!! - zaśmiał się anioł. Oczywiście wiedział o co mi chodzi.
- co z tego że jest!!!! anioły nie wyglądają przecież jak... jak...
- och daj spokój!!!! - wydarł się Arien ale i tak nikt nas nie słyszał. - ona po prostu taka jest!!! Pamiętaj że pozory mylą!!!
Arien mówił do mnie jeszcze wiele rzeczy, ale ja go nie słuchałam. Z resztą i tak bym go nie usłyszała. Wolałam upijać się tańcem i muzyką.
2005-01-06 14:41:32 skomentuj (4)
...
przepraszam Was, że nie piszę. Nie mam na razie weny, do tego dochodzi jeszcze szkoła i inne obwiązki.... przepraszam... ale jeszcze tu wrócę, lada moment i dodam następną część...
musicie trochę poczekać :(
2005-01-03 15:33:52 skomentuj (1)



Created by Blondyna, only for Zuzia